czwartek, 11 stycznia 2018

STWORZENIE ŚWIATA
*************

oto nastał pierwszy dzień samotności:
drzwi trzasnęły za twoimi krokami
deszcz niespodziewanie buchnął w twarz
i już tak pozostanie

oto nastał drugi dzień samotności:
przyjaciół słowa w przerwach haustów
zachłystywania się wolnością
nikt nie umie przekonać
samego siebie

oto nastał trzeci dzień samotności:
muzyka potykanych o siebie butelek
jak bełkot bezdomnego o własnym domu
kiedy ławka nie oddaje ciepła
boląc szczeblem po szczeblu

oto nastał dzień czwarty samotności:
taki sam jak pozostałe i przyszłe
rozpamiętywanie podartych fotografii
obrazy takie same a już inne
kiedy lustro odbija spojrzenie
jak piłkę tenisową

oto nastał piąty dzień samotności:
nic nie wyrosło pomiędzy mną a sobą
i po co się wtulać w ramion szklane odbicie
na dnie też nie można znaleźć spokoju
upiorny ranek boli złym światłem
pod latarnią zawsze najciemniej

oto nastał szósty dzień samotności:
poemat rozlany na stole kuchennym
odbija się bełkotem o lepszym jutrze
słowa ganią jedne drugie i tylko
język nie umie się wypowiedzieć
zmęczony nocnym czuwaniem

oto nastał siódmy dzień samotności:
cisza przerażonym spojrzeniem
kroi ciało do purpury
samotność daje się we znaki

nadchodzi błogi spokój

PRZEGRANE GRY

  ktoś rzucił we mnie kamieniem widocznie nie lubił mojej inności z rany cieknie krew no musi polałem wódką może przyschnie odwrócił...