STWORZENIE ŚWIATA
*************
oto
nastał pierwszy dzień samotności:
drzwi
trzasnęły za twoimi krokami
deszcz
niespodziewanie buchnął w twarz
i
już tak pozostanie
oto
nastał drugi dzień samotności:
przyjaciół
słowa w przerwach haustów
zachłystywania
się wolnością
nikt
nie umie przekonać
samego
siebie
oto
nastał trzeci dzień samotności:
muzyka
potykanych o siebie butelek
jak
bełkot bezdomnego o własnym domu
kiedy
ławka nie oddaje ciepła
boląc
szczeblem po szczeblu
oto
nastał dzień czwarty samotności:
taki
sam jak pozostałe i przyszłe
rozpamiętywanie
podartych fotografii
obrazy
takie same a już inne
kiedy
lustro odbija spojrzenie
jak
piłkę tenisową
oto
nastał piąty dzień samotności:
nic
nie wyrosło pomiędzy mną a sobą
i
po co się wtulać w ramion szklane odbicie
na
dnie też nie można znaleźć spokoju
upiorny
ranek boli złym światłem
pod
latarnią zawsze najciemniej
oto
nastał szósty dzień samotności:
poemat
rozlany na stole kuchennym
odbija
się bełkotem o lepszym jutrze
słowa
ganią jedne drugie i tylko
język
nie umie się wypowiedzieć
zmęczony
nocnym czuwaniem
oto
nastał siódmy dzień samotności:
cisza
przerażonym spojrzeniem
kroi
ciało do purpury
samotność
daje się we znaki
nadchodzi
błogi spokój