niedziela, 2 grudnia 2018

DREWNIANY KOŃ
************************


stanąłem na zgliszczach Troi
oszukany przez Bogów
pogubiłem wszystkie słowa
miłość podeptana przez wrogów
z rozpaczy nabiła się na miecz
gdzieś tam na szosie donikąd
w przykusej sukni pięta ludzkości
kapłanka rozkoszy raduje zwycięzcę
czekając na swoją strzałę
w zapomnienie poszła legenda i bóstwa
codzienność jak stwór nie z tego świata
rani ciszę szelestem pieniędzy
mówię do ciebie nie słuchasz
wymarzona zaokiennym obrazem
świat nieznany czy lepszy
jutro masz już spakowane
czekasz aż wybije północ
zbierasz ze stolika bilet
na coś lepszego
to tylko złuda
Troja podarowała ci
niechcianego już konia
PRZEDSTAWIENIE

************************



nauczyłaś mnie milczenia
w spojrzeniu w geście
ty
jeszcze jedna chwila zwątpienia
stoisz na mej drodze jak wyrok
gwoździe rozsypałaś po całym świecie
nasiona mojego strachu
nie mogąc zdecydować się kiedy
wymierzysz karę powodujesz
że zanurzam się w sobie
w moim oknie zapalone światło
oszukuję siebie że już przyszłaś
czasem poruszę firanką
czy tak łatwiej jest być wolnym
spakowałem już Boże walizkę
odchodzę spod jej drzwi nie jest sama
pracowałem tak długo
zabrakło mi czasu na marzenia
czasem łatwiej jest pożegnać smutek
kochałem ciebie tak jakoś po swojemu
lubiłem kiedy wieczorami dawałaś przedstawienie
bilet wykupiony miałem każdego pierwszego
kiedy znudziła ci się rola zmieniłaś scenariusz
PODRÓŻ

*************



co wieczór podróż donikąd
z oczami wpatrzonymi w fotografię
i ten smutek że nie udało się tak całkiem
znienawidzić stąd ta kropla
cichutko jakoś tak bez zapowiedzi
patrzenie za szybę palcem wypisane
na zaparowanym imię by zapomnieć
i te rady wokół jak ćmy po nocy
bez sensu walczą ze światłem
czasem lepiej je wyłączyć
widać lepiej jak spadają gwiazdy
życzenie
i nagle pustka bo przecież
nie wróci to co było
kiedyś szedłem środkiem cmentarza
na każdym kroku jakaś śmierć
nocą nikt nie uśmiechnie się do ciebie
zdziwienie tylko i smutek
kroki wolno coraz wolniej
zanurzają się w płacz
i tylko czarny kot a może to noc
woła czy ktoś wie gdzie nasi przyjaciele
krokami mierzysz miejsca
i tylko wspomnienia wszystkich ludzi
zanurzają się w marzeniach o ciszy
i jaki napis na twarzy zakreśli smutek
CHLEB

*************



w piekarni piekarz chleb gorący wystawia na półki
lekko pukając wchodzę w jego królestwo
jaki piękny zapach ma nocny chleb
możesz być ślepcem i nie musisz widzieć
lub zamknąć oczy i poczujesz dom
jest piąta rano ulica budzi się
jakiś pies machając ogonem daje się pogłaskać
wolna dusza odprowadza cię do stacji
nie musisz go przekupywać
śpiący pociąg łamie ciszę na kilka chwil
ślepcy codzienności twarze bez łez
każdy w swoim więzieniu
nie umie przebić się do wolności
obcość jak mgła unosi smutek
porannych stukotów kół
jakby do nieba wrót
WRÓŻKA

*************



potykam się o korale twoich słów
jeszcze jeden dowód na istnienie duszy
gdzieś za rogiem wróżka
poprawia rajstopy i szuka
szklanego pantofelka
kaleczysz stopy o rozrzucony
smutek jak groch chciałabyś
słodki pocałunek na torcie
odbite usta zachłanności

KAŻDEGO DNIA na zegarze jeszcze jeden ruch wskazówki nieubłaganie prą ku sobie nauczyciele życia  świeczki zapalone topnieją nikt nie wie ki...