sobota, 19 stycznia 2019

NA SKRAJU ...


NA SKRAJU...
*************

Pan Cogito stanął na skraju poznania
oto Anioł skrzydłami musnął ciszę
matka natura otworzyła serce
kropla po kropli wbijała się
w jeszcze jeden niedokończony sen
horyzont budził się powoli słońcem
pęknięta sprężyna czasu przemijania
jęknęła pod ciężarem losu
Pan Cogito spojrzał melancholijnie
i jak za starych dobrych czasów
rozsiadł się na ławce przed wiecznością
Człowiek to… przestało brzmieć dumnie
gazeta którą przygnał wiatr
miała tylko jedną stronę tę z nekrologami
kiedy mrok z ulgą zasłania twarz
żaden wróg i żaden przyjaciel
nie może już ciebie zranić
niech zapłonie tysiące świec
by przebić mrok i jak wtedy
niech się stanie światłość
Pan Cogito ruszył przed siebie
może bardziej przygarbiony
nie tak jak Quasimodo
on miał Katedrę
Pan Cogito idzie szarą ulicą



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PRZEGRANE GRY

  ktoś rzucił we mnie kamieniem widocznie nie lubił mojej inności z rany cieknie krew no musi polałem wódką może przyschnie odwrócił...