rzeka rozpruła sobie żyły wieczorem
jej krew uderzyła niebu do głowy
drzewa i łąki ze smutku przykryły się cieniem
słońce ze smutku schowało twarz w wodzie
ptakom zamarł głos w powietrzu
echo tylko świszczało wiatrem
noc zamknęła drzwi nastał spokój

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz