poniedziałek, 26 lutego 2018

KSIĄŻKA

***********



mój świat
jak książka
obracam kartkę
za kartką
na tej stronie
dzieciństwo
może biedne
czasem smutne
pytaniami bez odpowiedzi
zabawy w błocie
z cegłami i piaskiem
nauką jazdy pod ramą
ta strona przeszła
kolej na pierwszą
miłość platoniczną
do dziś jestem gotów
rzucić dla niej wszystko
na stronie dorastania
radość i smutek
pierwszy alkohol i papieros
pierwszy pocałunek
nieśmiały w rytm kręconej butelki
i ta duma
to jest moja dziewczyna
później
młodość uwikłano
w nienawistne symbole
plaster na ustach
bronił kłamstw epoki
kartki z szelestem
wchodzą w kalejdoskop zdarzeń
historia wpisana
rozstrzelanym drukiem
dorosłość jak znamię Kaina
prawda zabijana
w imię wyższych...

świat nadal jest taki sam
brudny krwią porodu
teraz jeszcze bardziej smutny
zostały mu jeszcze
nieprzeczytane kartki
CZEKANIE

*************

schodzę po schodach
stopnie jak minuty
które oddzielają mnie
od ciebie
za każdym rogiem
czeka inna pora roku
mojej rozłąki
każdego poranka
otwieram okno swego
serca na oścież
w oczekiwaniu na twoje kroki
na niebie odblask
aniołowie zasłaniają twarze
na ziemi wiatr puka do drzwi
nikt nie otwiera
pod słomianką klucz
zapłakany że nie dotykasz go
szyby z tęsknotą wyglądają
czy nie wyjdziesz zza rogu
ja zanurzony w ciszy
spowiadam się bezgłośnie
z mojej nadziei na twój uśmiech
nikt nie puka

sobota, 24 lutego 2018


STRACH

***********

dlaczego strachu nie można
zamknąć
w małej
jak najmniejszej formie
by zdusić
zniewolić go
żeby się wyzwolić

spod jego panowania
HAIKU

*********
        
            I 
ptakom opadły
wszystkie pióra by mogły
pozostać ludźmi

          II
jak chronić ciszę
kiedy jaskółka lotem
ogłasza burzę

         III
stan świadomości
trwanie w obłędzie dnia
czekając na noc

wtorek, 20 lutego 2018

ZERWANE JABŁKO

*********************

moja poezja naznaczona
grzechem czterech ścian
zakrywa kołdrą
zakazane słowa
zasłony w oknach
trzymają się jeszcze
mimo że próbowałem je zerwać
zabrakło odwagi
zmieniliśmy się w czekaczy
nikt nie cofa wskazówek
na zegarze strachu
najpierw była miłość
bo myśl była czysta
kiedy spadło jabłko
zerwane podszeptem

zaczęło się zło

niedziela, 18 lutego 2018

SAMOTNOŚĆ

****************
oto umiera dzień
noc wstaje
ty pomiędzy mną
z ręką na zielonym niebie
w ciszy płomienia świeczki
zlatują się ćmy pamięci
łza spada lekko mrużąc oczy
to od dymu świeczki mówisz
nikt i tak cię nie słucha
samotność nie ma towarzysza
opuszczasz rękę noc z zimna drży
kłamstwo przekrzykuje ciszę
poranek boli niedopitym
winem we dwoje
ze ścian zdejmujesz
odciski swoich paznokci

czas zgasić świeczkę

piątek, 16 lutego 2018

PRZEKRACZANIE PROGU

***************************

Drogi które przechodzimy
Mosty pomiędzy tym co było
A tym co jeszcze będzie
Radości i smutki
Wspomnienia trzymane
Jak latawce na sznurku
Zawsze jest czas na przystanek
Pomiędzy radością i smutkiem
Spacer przed lustrem jutra
Gdy boimy się spojrzeć sobie w twarz
Za tamtym oknem jest jeszcze świat
Tak niepodobny do bajki
Opowiadanej nam do snu

Czy warto przekroczyć próg

czwartek, 15 lutego 2018

ZAPISANA KARTKA

*********************

można już niebo

jak zapisaną kartkę papieru

odwrócić na drugą stronę

i wiem że kiedy marzenia

jak latawce na niebie

zawieszone w oczekiwaniu

na wiecznie niezadowolony wiatr

oddadzą mu się bez słowa

tak ja skłonię swą twarz

tylko

czasem pod kamieniem swoje myśli

jak żabę przed bocianem

skryję

czasem siebie za lustrem zdarzeń

postawię jak w kącie za karę


czasem nawet żyję

wtorek, 13 lutego 2018


BOHATEROM

**************

za oknem jakiś człowiek
gestem przywołuje mnie
potem zaciska pięść
powoli z jego ust unosi się głos
jest to jego pieśń
może wzlecieć orłem
lub jak wąż chyłkiem
nam tylko śnić i czekać
kto wie jaki sen nam się wyśni
jeszcze nie zamknęliśmy oczu
Morfeusz boi się wejść
ponad niebem wzleci marzenie
przestrzeli ciszę na wylot
i wybuchnie nagrobnym napisem
może płacz matki poniesie echo

w darze wszystkim bohaterom

RODZINA
************
Rodzina siedząca przy wspólnym stole, to przecież normalny widok przy Wigilii. Teraz kiedy patrzyła na wszystkich, zastanawiała się kiedy ostatni raz tak siedzieli? Tradycja rodzinna? No, ta to już dawno poszła pasać owce na ugorze. Rodzina to brzmi dumnie, jeden profesor, dwie nauczycielki, jeden malwersant po odsiadce. Kobiety, ach kobiety! Wydał wszystkie pieniądze, a baba go w końcu zostawiła. I najmłodszy, taki mały lekkoduch, jak lubiła go nazywać. Hm! Przecież to rodzina! Przynajmniej tak być powinno. W rzeczy samej jakoś się porozłazili, każdy do swego kąta. Kosztowało ją dużo wysiłku, nie, nie fizycznego, by przekonać swoje dzieci, aby przybyły do domu na Święta. Wigilia to przecież Święto rodzinne.
Gdzieś wyczytała, że rodzice muszą wszystko dla swoich dzieci, a dzieci nie muszą nic dla rodziców! Smutne to, pomyślała. Przecież rodzice to też ludzie. Przypomniała sobie patrząc na swoje pociechy, ile to nieprzespanych nocy, ile wyrzeczeń i ustępstw musiała znieść w swoim życiu. Wszystko dla dzieci. Nie, nie czuła żalu do nich za to. Spoglądała na nich z dumą, że jednak wychowała ich na ludzi. Profesor, nauczycielki, nawet najmłodszy to dobre dziecko, tylko musi się ustatkować. Jeden trochę pobłądził, ale matczyne serce nigdy go nie odrzuciło. Winna była ta kobieta, dla której stracił głowę. Samo życie jak mawiała do znajomych. Wiedziała, że ludzie szepczą za jej plecami, ale było jej to obojętne. Syn odsiedział wyrok i koniec. Miała nadzieję, że to go czegoś nauczyło.
Wnuków nie miała. Dzieci mówiły, że jeszcze za wcześnie. Najpierw dom, kariera zawodowa, bo to pieniądze. Mówiła im, że pieniądze nie dają szczęścia. Mama, to nie te czasy, obudź się! Hallo, tu Ziemia!
Pomyślała, że lepiej grochem o ścianę. Nie pytała więcej i tak zostało.
Udało się jej zebrać wszystkich w rodzinnym domu, a teraz pozostała jej do wykonania najtrudniejsza rzecz.
Taka kolej losu. Bo przecież zawsze i wszędzie istnieje jakiś początek. Idąc tym tokiem rozumowania, zawsze i wszędzie istnieje też koniec. Przecież mówimy. To początek jakiejś epoki, to koniec jakiejś epoki. Wszystko na tym świecie ma swój początek i koniec.
Gwar przy stole nagle zamarł kiedy oświadczyła.
- Mam raka.
Powiedziała to beznamiętnym tonem, tak jakby powiedziała podaj mi sól, jutro jadę na wycieczkę. Nic się przecież nie stało. Od tak jak zwykłe przeziębienie! Wyrok bez winy. Sąd nie miał litości i zawyrokował bez zgody i wiedzy oskarżonego. Przy stole zapanowała cisza. Biesiadnicy zmieszani nie wiedzieli co zrobić z rękami wyciągniętymi po jedzenie. Spadło to na nich znienacka, jak kamień rzucony w szybę, kiedy oglądasz telewizję. Stajesz wtedy zdezorientowany i nie wiesz czy krzyczeć, czy biec, czy kląć? Padło tylko, nie wiadomo przez kogo powiedziane - O! Kurwa! Jedni trzymali widelce w jadle, a inni cofali swe ręce zdezorientowani. Wszyscy w końcu opadli na krzesła jak bezwładne worki. Cisza była taka, że słychać było tykanie zegara w przedpokoju. Milczenie przerwało pytanie bez sensu.
-To prawda?
- Tak, prawda.
Głupie pytanie. Nikt przecież nie robi kawałów z takiej sprawy.
-Zebrałam tu was by poprosić, aby ktoś z was zamieszkał ze mną, bo sama nie dam sobie rady nie mając samochodu. Ktoś musi mnie zawozić na kurację i pomóc mi w domu. Gdyby żył ojciec nie prosiłabym.
Siedziała cicha, ze spuszczoną głową czekając na odzew. Cisza się potęgowała. Przerwała ją jedna z nauczycielek.
- Ja nie dostanę teraz urlopu, w środku roku szkolnego. Nie znajdą zastępstwa.
Kiedy to wykrztusiła spuściła głowę.
- No, ja też mam taką samą sytuację.
Powiedziała druga i rzuciła spojrzenie mówiące wszystkim pocałujcie mnie gdzieś, ja odpadam.
- Ja nie mam samochodu! Prawie wykrzyczał najmłodszy syn.
- Dam ci swój.
Rzucił profesor i w ten sposób zamknął sprawę jego udziału w matczynym problemie. Nikt nie mógł mu nic zarzucić.
Najmłodszy spojrzał na niego wzrokiem bazyliszkowym i ciągnął dalej.
- Poza tym dopiero zacząłem się urządzać na nowym mieszkaniu i muszę tam być by doglądać majstrów.
Wiedziała, że nie mówią prawdy, ale przełknęła ich kłamstwa. Tylko nagle poczuła się zmęczona i smutna.
- Czyli wszystko spada na mnie? - Zapytał kryminalista.
Tak rodzeństwo mówiło o nim między sobą. Zerwali zresztą wszelkie kontakty z bratem, by broń Boże nic z jego kryminalnej przeszłości nie rzutowało na ich kariery.
Kiedy nikt nie odpowiedział, rzucił w ich stronę.
- To kto da złodziejowi samochód?
Zaległo milczenie.

poniedziałek, 12 lutego 2018

TEATR
********



siedzę cichutko 
prawie nie oddycham
by nie urazić nikogo
ty mówisz
że stanąłem w miejscu
rozumieć niepojęte
sztuka dla sztuki
teatr gram
czy wygram

sobota, 10 lutego 2018


CZEKAJĄC NA PIEŚŃ

***********************

na twarzy obeschły już łzy

cisza wchodzi zgarbionymi plecami

poranek budzi się do płaczu

latarnie pochylają się nad smutkiem

dzieci o poranku

złoczyńcy nocą

na wieży z drewna

twarz umęczona oczekiwaniem

człowiek to brzmi jak

jeszcze jeden fałszywy sen

matka kołysze dziecko

obiecywali miłość

nocą nawet śmiech

jest szary jak mgła

przestępuję próg

schodami idę tam

gdzie jeszcze trwa nadzieja

w jednej ręce różę mam

w drugiej

po drugiej stronie słońca

nikt nie czeka

lustro smutno patrzy

bruk wyrwany jeszcze milczy

świt jest coraz bliżej

pieśń powoli podnosi się z kolan


gdy wybuchnie nie zatrzyma jej nikt
SZUKAMY WINNYCH

**********************

wysoki sądzie
to niezgodność charakterów
ona chowa moje słowa
po półkach w piwnicy
a w kredensie pod cukiernicą
znalazłem raz przenośnię o miłości
nie wspomnę o synonimach
upchanych w pralce na siłę
a i jeszcze jeden rym
rzucony w kąt pokoju
w sypialni znalazłem milczące echo
naszych westchnień
a na obiad tylko zimne spojrzenie
a przecież powinno  błyszczeć radością
wysoki sądzie ta niezgodność
jest jak niebo bez gwiazd
wnoszę o rozwód
winę ponosi ten świat

piątek, 9 lutego 2018

DESZCZ

**********

deszcz puka do mojego okna
jakby chciał więcej chłodu
w moje serce
ty nie pukasz
za dużo drzwi na świecie
nie możesz trafić do moich

deszcz puka

wtorek, 6 lutego 2018

BYĆ MOŻE
*************


Być może że kochasz
Ptakom wzniesiony ołtarz
Ramiona pamięci
Zamiatają ziemię
Nikt nie jest słońcem
Nie możesz bezkarnie
Zerkać mu w twarz
Co z tego że kochasz
Poranek jest przebudzeniem
Zdrada jest postronkiem
Na którym powieszono
Cudzą miłość
Ludzie nie są źli
Ludzie nie są dobrzy

Ludzie po prostu są

poniedziałek, 5 lutego 2018

MUZYKA

***********

muzyka rozłożyła nutki
drżeniem ciała
nerw klucza wiolinowego
cienko rozłożył się na ustach
cichutko poszybował
radując ciszę
biegał radośnie po pokoju
aż dopadł klucz basowy
i lekko go muskając
rzekł dźwięcznie

berek

niedziela, 4 lutego 2018

POTOMKOWIE KAINA
***********************

my
potomkowie Kaina
myjemy przez wieki swe ręce
z plam
które nie chcą zejść
im bardziej je trzemy
tym bardziej
budzą nas po nocy

krzykiem ofiar
PANI MARIA

*************

pani Maria miała ładne ręce
(w ogóle była ładną kobietą)
pracowała jako pomoc domowa
mieszkała w folwarku
tak nazywaliśmy te budynki
gdzie mieszkali ludzie pracujący
w świniarni
kiedyś przez przypadek
zobaczyłem z bliska jej ręce
miała tatuaż szybko go zasłoniła
mama powiedziała że to Niemcy
pani Maria miała ładne ręce

sobota, 3 lutego 2018

JEST DOBRZE

***************

jest dobrze
wspaniale
jeszcze jeden dzień zaliczony
wspomnienia nie duszą
przebywam na powietrzu
nie zabraknie mi tlenu
Jezus uśmiecha się z góry

ot sielanka

PRZEGRANE GRY

  ktoś rzucił we mnie kamieniem widocznie nie lubił mojej inności z rany cieknie krew no musi polałem wódką może przyschnie odwrócił...