piątek, 23 listopada 2018

W MUZEUM

****************



Pan Cogito wybrał się do muzeum w końcu jest człowiekiem
światowym kulturalnym no starej daty
nawet Europejczykiem z centrum Europy
na ścianie w kolorze żółtym może jasno żółtym wisiały dwa płótna
na obrazie ujrzał Maję kobieta rozebrana kobieta ubrana
Pan Cogito zadumał się nad pięknem nagości
biel z zielenią niewinność i nadzieja
naga prawda o ciele w ubraniu tkwiła tajemniczość
Pan Cogito usiadł i podparł się laską
pomyślał o swojej Mai
kartki kalendarza zbyt gwałtownie opadały
na szafce obok łóżka rozłożyła się medycyna
Pan Cogito pewnego dnia został sam
nie skarżyła się na nic tylko patrzyła
kiedy gwałtownie odwróciła wzrok
jakby widząc kogoś a może słysząc
Pan Cogito nie doczekał się jej spojrzenia
leżała w białej pościeli
Pan Cogito wyrzucił kalendarz
teraz wie czas nie leczy
ODLECIMY DO GWIAZD

*********************************



miałem ze sobą twój wiersz o miłości
wygrawerowałem go w pamięci na wieczność
ty każdego dnia wyrywałaś jeden wers
bolało okrutnie kiedy paznokciem skrobałaś
niepowrotność przeżytych chwil
uzbroiłem armię by walczyć z tobą
nikt nie został przy życiu
słowa łamały się podczas tortur
wydawały mnie każdą łzą na twarzy
szkło zaczęło mówić przechodząc na twoją stronę
wróg z lustra śmiał mi się w nos rozbiłem mu go
siedem lat nieszczęścia zawyrokował sąd
nie piszę już wierszy oszukały mnie słowa
jak ślepiec macham rękami przed sobą
za każdym razem wznoszę mur
myślę że kiedy wszyscy ludzie przestaną marzyć
grabarz przestanie kopać groby wszyscy ubierzemy skrzydła
i odlecimy wprost do gwiazd

niedziela, 18 listopada 2018

LIST NA SZYBIE

********************



deszcz za oknem przyczepił do szyby twój list
a może to były moje łzy
zegar w kącie liże swoje rany
wskazówki z połamanym kręgosłupem
nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością
zniszczyłaś równowagę
pomiędzy moją ziemią i niebem
odwracając się plecami
noc biegła za tobą
razem z moją rozkoszą
zmęczone zostały daleko w tyle
z nadzieją że może kiedyś
DRZWI DO JUTRA

*************



na murze drzwi do jutra
czy ktoś ma klucze
kolejka z raju do marzeń
zdziwienie że go zgubiono
jedni siedzą i płaczą
inni z wielkimi oczami ze strachu
miotają się w tej klatce
jakieś dziecko wykrzykuje
kto ma wytrych
nikt go nie słucha
kiedy otwiera drzwi
wszyscy milkną
niewinność znika za bramą
ktoś ją cicho zamyka

sobota, 17 listopada 2018

SMUTNY WIERSZ

*********************



moje wiersze są smutne
może dlatego że przewieszone
przez ramię starości
nie mają już siły na szaleństwo
lub znudzone codziennością
nie łakną niczego więcej
kto je wie
kiedyś śpiewałem bluesa na strychu
tuląc się do zapomnienia lub
wykrzykując na dworcu autobusowym
wróć do mnie
chyba na próżno
moje wiersze czasami ożywają
i lekko podrygując zanurzają się w bluesie
kiedyś miałem całe pięć złotych
na jedno piwo i małe frytki
kolega grał na harmonijce
ktoś rzucił monetę może dwie
o jaki piękny stał się świat
miałem spojrzenie pełne
twoich ust i rąk
niebiesko jest zawsze wtedy
gdy zagryzasz swoje wargi
zazdrosny zegar biegł tak szybko
by odebrać mi twój uśmiech
za twoimi plecami obiecałem mu
połamać wskazówki
zemścił się okrutnie
opóźniając nasze spotkanie
patrzył szyderczo gdy nie przyszłaś
przestraszona moją zaborczością
niebo nadal jest kolorowe
NA SKRAJU

*************



tam na skraju jutra
gdzie widnokrąg twego słowa
gasi wieczorną obojętność
zbuduję most
ty lekkim krokiem
wkroczysz w moje wnętrze
tak dogłębnie
zerwiesz codzienność
wydrapując językiem na sercu
swoje imię
rany się zasklepią
pozostanie wspomnienie

sobota, 10 listopada 2018

JAK NA DŁONI

********************



tam na dłoni
na jej koniuszku
serdeczności
ja ślepiec płaczę
czuję przez sen
jak moje łzy
płyną do morza
w jesienny liść
złożę marzenia
i z wiatrem
puszczę na wodę
może jeszcze dzisiaj
odwiedzę bar na rogu
tak by już się nie bać
własnego straconego wiersza
piórem zerwanym na gwałt Aniołowi
napiszę donos na siebie
sam wydam wyrok
kiedy przyznam się do winy
wiersz wrzucę do pieca
kominem wzleci do ciebie
a ja
tam na dłoni
na jej koniuszku
dokończę żywota

poniedziałek, 5 listopada 2018

ITAKA

*************


Chciałbym jeszcze ten raz podążyć do Itaki
Zanurzyć dłonie w złote pola letniego czasu
Kiedy marzenia są jeszcze bez bagażu wspomnień
A może pewnego dnia jak ptak powróci wczoraj
By usiąść na mym ramieniu bez trwogi i bólu

czwartek, 1 listopada 2018

MARZENIE

*************



marzenie
jej uśmiech w lustrze
gdy odchodzi noc
miłość
krzyk pełzający po ścianach
moich pleców
życie
głośno wypowiedziane
tak
SPACER

*************

Pan Cogito
idzie przez park
liście szeleszczą
jakby cicho mówiły
wsłuchany w ten szept
Pan Cogito przystanął
on wie cisza musi chwilę potrwać
jak Anioł tam na obrazie w muzeum
w czterech ścianach prawdy absolutnej
kiedy bat opada na nagie plecy
za rogiem szafy skryły się boginie
jedna piękniejsza od drugiej
Pan Cogito umie je nazwać
Zadaje sobie w cichości pytanie
w pustym korytarzu przeszłości
czy odpowie nam echo przyszłości
zdziwienie jak napis na grobie
ile waży jedno słowo w powietrzu
czasem kiedy otwierają się drzwi
wypada potok na szary bruk
Pan Cogito nauczył się stąpać ostrożnie
CZY TY

*************



czy ty
jeszcze jedno słowo
w rzece niekończących się łez
czy ty
ostatni pocałunek Judasza
tuż przed rozdarciem życia
czy ty
zawieszony na drzewie
obraz ostatniej posługi
czy ty
z wywróconym na drugą stronę
własnym sumieniem
czy ty
zatrzymany w czasie
nieprzemijający obraz rozkoszy
czy ty
w ogrodzie gdzie jak wszyscy
stajesz w kolejce po jeszcze jeden dzień
czy ty
wpatrzony w samotną noc
nie masz już tego wszystkiego dość

KAŻDEGO DNIA na zegarze jeszcze jeden ruch wskazówki nieubłaganie prą ku sobie nauczyciele życia  świeczki zapalone topnieją nikt nie wie ki...