sobota, 29 grudnia 2018


OCH ...

*************




och tak dobrze jest

twoje usta mówią

rozmowa dwóch języków

tam za wzgórzem rozkoszy

jest jeszcze miejsce na pamięć

codzienność szyta różnymi nićmi

czasem się rwie jak stare płótno

z obrazu jutrzenności

ani on dobry ani on zły

a kiedy płaczesz to nie wiadomo

czy to radość czy smutek

zgaś już światło i chodź

OCZEKIWANIE

*******************




czekam na wiatr który

rozwieje wszelki ból

na odprysk fali

która nas uniesie

przez piaski pustyni

życie jak fatamorgana

mami obrazami

czy warto się zanurzyć

pożółkłe liście z życia

walają się po szufladach

niewypowiedziane słowa

dorabiają wytrych do marzeń

a ty taka sama na środku oczekiwania

poniedziałek, 24 grudnia 2018


DRZWI

*************




chciałbym twoje dłonie

zatrzymać na klamce

jak Rejtan bronić przejścia

za ten ostatni próg

gdzie tylko cisza

jak nóż tnie

każde skrzypnięcie drzwi

obklejam wspomnieniem

powstającą szparę

myślałem że potrafię

zatrzymać nieubłagane

drzwi już nie skrzypią

dla ciebie teraz księżyc

drogę ścieli pośród słów

zimno się zrobiło

zamknę je już

czwartek, 20 grudnia 2018


MSZA

*************




wiem objęłaś świat

swoją zachłannością

papieros rozświetla

mrok oczekiwania

za oknem szara noc

w dłoni szklanka

opowie jeszcze

jedno marzenie

ruszysz w taniec

ot lekkim krokiem

w rytm miłości

wypuścisz z rąk strzałę

głęboko wejdzie w serce

aż po płacz noworodka

patrzyłaś na mnie rano

twoja miłość jak ptak

muskała nas skrzydłami

ludzie tacy mali na dłoni

jednym ruchem strącasz

wszystkich w przepaść

jak długo jeszcze noc

będzie ci służyć do mszy

EROTYK

*************




dłonią lekko gładziłem plecy

musnąłem szyję językiem

sól smakuje podnieceniem

nie czujesz jak wchodzę

w błękit twego ciała

ręką przyciągając twoje sny

ty rozmarzona

błąkasz się po pościeli

przymkniętymi oczami

wchłaniasz wspomnienia

WYLICZANKA

*************




fotel

stół

okno

żarówka

na krześle ubranie

czasem można być człowiekiem

ze zrozumieniem

o tak czasem warto

popatrzeć w lustro

można też się z nim napić

ostrożnie by nie zalać pały

i nie zapomnieć

czasem boli

ty wiesz

za oknem cisza

z palcem na ustach

razem z zimą

piszą na szybie

nie ma kto mnie ogrzać

na moście do ciebie

kłody leżą od wczoraj

zresztą nie ma po co iść

na palcu zawiązana

czerwona wstążka

bym nie zapomniał

napić się za ciebie

twoje zdrowie

ja wiem

tak czasami trzeba

nieba nie przychylisz nikomu

nie podziękuje ci i tak nikt

dobrymi chęciami…

piekło jest w nas

czasem wychodzimy na dwór

poszukać raju

wypowiadamy życzenia

bez sensu

kupujemy wódkę

za zdrowie cudzych żon

kochanek wczorajszego dnia

rano budzimy się z nie swoją głową

wychodzimy w codzienność

gazeta w kiosku papierosy

tramwajem donikąd

jak pies gończy tropimy wspomnienie

nozdrzami szukając jej zapachu

w mijanych szybach sklepowych

czasem chciałbym być człowiekiem

niedziela, 2 grudnia 2018

DREWNIANY KOŃ
************************


stanąłem na zgliszczach Troi
oszukany przez Bogów
pogubiłem wszystkie słowa
miłość podeptana przez wrogów
z rozpaczy nabiła się na miecz
gdzieś tam na szosie donikąd
w przykusej sukni pięta ludzkości
kapłanka rozkoszy raduje zwycięzcę
czekając na swoją strzałę
w zapomnienie poszła legenda i bóstwa
codzienność jak stwór nie z tego świata
rani ciszę szelestem pieniędzy
mówię do ciebie nie słuchasz
wymarzona zaokiennym obrazem
świat nieznany czy lepszy
jutro masz już spakowane
czekasz aż wybije północ
zbierasz ze stolika bilet
na coś lepszego
to tylko złuda
Troja podarowała ci
niechcianego już konia
PRZEDSTAWIENIE

************************



nauczyłaś mnie milczenia
w spojrzeniu w geście
ty
jeszcze jedna chwila zwątpienia
stoisz na mej drodze jak wyrok
gwoździe rozsypałaś po całym świecie
nasiona mojego strachu
nie mogąc zdecydować się kiedy
wymierzysz karę powodujesz
że zanurzam się w sobie
w moim oknie zapalone światło
oszukuję siebie że już przyszłaś
czasem poruszę firanką
czy tak łatwiej jest być wolnym
spakowałem już Boże walizkę
odchodzę spod jej drzwi nie jest sama
pracowałem tak długo
zabrakło mi czasu na marzenia
czasem łatwiej jest pożegnać smutek
kochałem ciebie tak jakoś po swojemu
lubiłem kiedy wieczorami dawałaś przedstawienie
bilet wykupiony miałem każdego pierwszego
kiedy znudziła ci się rola zmieniłaś scenariusz
PODRÓŻ

*************



co wieczór podróż donikąd
z oczami wpatrzonymi w fotografię
i ten smutek że nie udało się tak całkiem
znienawidzić stąd ta kropla
cichutko jakoś tak bez zapowiedzi
patrzenie za szybę palcem wypisane
na zaparowanym imię by zapomnieć
i te rady wokół jak ćmy po nocy
bez sensu walczą ze światłem
czasem lepiej je wyłączyć
widać lepiej jak spadają gwiazdy
życzenie
i nagle pustka bo przecież
nie wróci to co było
kiedyś szedłem środkiem cmentarza
na każdym kroku jakaś śmierć
nocą nikt nie uśmiechnie się do ciebie
zdziwienie tylko i smutek
kroki wolno coraz wolniej
zanurzają się w płacz
i tylko czarny kot a może to noc
woła czy ktoś wie gdzie nasi przyjaciele
krokami mierzysz miejsca
i tylko wspomnienia wszystkich ludzi
zanurzają się w marzeniach o ciszy
i jaki napis na twarzy zakreśli smutek
CHLEB

*************



w piekarni piekarz chleb gorący wystawia na półki
lekko pukając wchodzę w jego królestwo
jaki piękny zapach ma nocny chleb
możesz być ślepcem i nie musisz widzieć
lub zamknąć oczy i poczujesz dom
jest piąta rano ulica budzi się
jakiś pies machając ogonem daje się pogłaskać
wolna dusza odprowadza cię do stacji
nie musisz go przekupywać
śpiący pociąg łamie ciszę na kilka chwil
ślepcy codzienności twarze bez łez
każdy w swoim więzieniu
nie umie przebić się do wolności
obcość jak mgła unosi smutek
porannych stukotów kół
jakby do nieba wrót
WRÓŻKA

*************



potykam się o korale twoich słów
jeszcze jeden dowód na istnienie duszy
gdzieś za rogiem wróżka
poprawia rajstopy i szuka
szklanego pantofelka
kaleczysz stopy o rozrzucony
smutek jak groch chciałabyś
słodki pocałunek na torcie
odbite usta zachłanności

KAŻDEGO DNIA na zegarze jeszcze jeden ruch wskazówki nieubłaganie prą ku sobie nauczyciele życia  świeczki zapalone topnieją nikt nie wie ki...